– To jest coś pięknego. Stworzyliśmy historię i historia ma ciąg dalszy – mówi Kacper Zając. – Potwornie się cieszymy, to dla nas ogromny sukces – dodaje Sebastian Górski. – Nigdy nie doszedłem tak daleko – nie ukrywa Mateusz Surożyński. Cała trójka skutecznie wykonała rzuty karne, po których Lechia Zielona Góra wygrała z Radomiakiem Radom.
Przypomnijmy: III-ligowa Lechia Zielona Góra w czwartek (10 listopada) awansowała do ćwierćfinału piłkarskiego Pucharu Polski. W 1/8 wygrała u siebie z ekstraklasowym Radomiakiem Radom – relację i galerię zdjęć znajdziesz TUTAJ. Po regulaminowych 90 minutach, a także po dogrywce mieliśmy bezbramkowy remis. W 111 minucie gospodarze stracili Jakuba Babija, który po drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartce musiał opuścić boisko.
Pojedynek rozstrzygnął się w rzutach karnych. Lechia wygrała 3:1 po bramkach Mateusza Surożyńskiego, Kacpra Zająca i Sebastiana Górskiego. Jedynego gola dla Radomiaka zdobył Leandro. Felipe Nascimento trafił w słupek, Dawid Abramowicz posłał piłkę nad poprzeczką, a strzał Mauridesa obronił Wojciech Fabisiak.
Sebastian Górski: Dogrywka to już walka z organizmem
– Znamy swoją wartość, jesteśmy już wartościowym zespołem – podkreślił po meczu Sebastian Górski. – Udało się po serii rzutów karnych. Duża dramaturgia, ogromny stres dla każdego z nas, który podchodził do jedenastki oraz kto nie strzelał, bo to naprawdę nie jest łatwa sprawa podejść do jedenastki w takim momencie. Cieszymy się potwornie. 1/4 finału, jesteśmy pośród ośmiu najlepszych drużyn w Polsce. Coś niesamowitego. Kapitalna sprawa dla nas. Nie wiem, czy ktoś z naszych obecnych zawodników grał taki mecz, o taką rangę i strzelał rzuty karne. Naprawdę kamień z serca. Potwornie się cieszymy, to dla nas ogromny sukces.

– Był dosyć mocny wiatr – zauważył Górski. – Radomiak pierwszą połowę grał z wiatrem, my pod wiatr. W drugiej połowie to się odwróciło i my przeważaliśmy – tak mi się wydaje. Według mnie mecz był dosyć wyrównany. Cieszymy się potwornie, że to nam udało się tę serię jedenastek wygrać.
– Dogrywka to już walka z organizmem. Chyba każdego z zawodników łapały skurcze – relacjonował Górski. – Jeszcze później po czerwonej kartce musieliśmy się skonsolidować. Zaczęliśmy się bronić troszeczkę rozpaczliwie, ale na szczęście udało nam się dotrwać do końcowego gwizdka i cieszymy się z wygranej.
Kacper Zając: Daliśmy całe serducho na boisku
– To jest coś pięknego – mówił Kacper Zając. – Stworzyliśmy historię i historia ma ciąg dalszy. Przede wszystkim uwierzyliśmy w siebie, daliśmy całe serducho na boisku, od pierwszej minuty aż do końca, plus dogrywka. Coś niesamowitego. To jest coś nie do opisania, naprawdę. To jest coś pięknego. Aż… wzruszyłem się.

Kacper ma 20 lat. Czy przed podejściem do rzutu karnego w tak ważnym momencie czuł drżenie łydek? – Nie, nie, nie – zapewnił. – Sporo karnych strzelałem w życiu. Raz chyba zdarzyło mi się, żeby nie trafić, także czuję się pewnie przy stałych fragmentach gry.
Mateusz Surożyński: Karnego też trzeba umieć strzelić
– Na pewno jesteśmy zmęczeni – nie ukrywał Mateusz Surożyński. – 120 minut takiej bitki, typowej III-ligowej. Ale to nic. Najważniejsze, że doszliśmy do karnych i wygraliśmy. Na pewno jesteśmy bardzo szczęśliwi. Nigdy nie doszedłem tak daleko.
– Trzeba powiedzieć, że Radomiak to jest drużyna z ekstraklasy – zaznaczył Surożyński. – Nie można piłkarsko lepiej od nich wyglądać cały mecz. Wiedzieliśmy, że będą takie momenty, że zepchną nas do defensywy, ale ważne było, żeby to przetrwać, dobrze działać w defensywie… I myślę, że w drugiej połowie już troszeczkę więcej graliśmy piłką, troszeczkę więcej mieliśmy sytuacji. Ale nic się nie udało nam strzelić ani im, doszliśmy do karnych, a karne to troszeczkę loteria. Ale też trzeba potrafić strzelić. I strzeliliśmy, wygrywamy, czekamy na następną edycję na wiosnę.

– Przed dogrywką od razu mówiłem drużynie, żebyśmy – broń Boże! – nie chcieli dotrwać do karnych, bo to się może źle skończyć – dodał Surożyński. – Zazwyczaj jak drużyna się cofa i chce tylko przetrwać, to wystarczy jeden błąd i przeciwnik może strzelić bramkę. Wyszliśmy na dogrywkę z myślą, żeby strzelić bramkę. Później troszeczkę sprawa się skomplikowała, gdy Jakub Babij dostał drugą żółtą, w konsekwencji czerwoną kartkę. Wtedy naturalnie musieliśmy być niżej, bo żebyśmy się utrzymywali przy piłce w dziesięciu z zespołem z ekstraklasy, to ciężko. Ale przetrwaliśmy to.
Przed rzutem karnym bramkarz Radomiaka próbował wyprowadzić z równowagi Surożyńskiego. Po celnym strzale zawodnika Lechii między piłkarzami doszło do ostrej wymiany zdań i utarczki. – Docinał mi delikatnie – przyznał Surożyński. – Troszeczkę mnie to zdenerwowało. Emocje już puściły, jak strzeliłem tę bramkę. Może troszeczkę niepotrzebnie się odezwałem, ale piłka nożna to są emocje i nieraz one puszczają.



