Krwawiąca granica, czyli w naszym regionie Polska “przyszła” później

Przejście graniczne w Trzcielu. Fot. ze zbiorów Dariusza Brożka
11 listopada świętujemy nasz Dzień Niepodległości. Jednak w naszym regionie data ta nie miała kompletnie znaczenia. Zachodnia granica II Rzeczpospolitej ukształtowała się rok później i polskimi czyniła zaledwie skrawki naszego regionu. Zresztą była to granica wywalczona w ogniu jedynego udanego polskiego powstania narodowego.

„Dzień 11 listopada, jako rocznica odzyskania przez Naród Polski niepodległego bytu państwowego i jako dzień po wsze czasy związany z wielkim imieniem Józefa Piłsudskiego, zwycięskiego Wodza Naczelnego w walkach o wolność Ojczyzny – jest uroczystym Świętem Niepodległości” – głosiła ustawa z 23 kwietnia 1937 roku. Data święta upamiętniającego odzyskanie przez Polskę niepodległości po 123 latach zaborów, była już w II Rzeczypospolitej sprawą dyskusyjną. W okresie międzywojennym toczono ostre spory o to, które z wydarzeń jesieni 1918 r. uznać należy za symboliczny moment odzyskania przez Polskę niepodległości.

11 listopada 1918 roku w Compiègne podpisano rozejm pomiędzy państwami Ententy i Cesarstwem Niemieckim, który oficjalnie kończył I Wojnę Światową. Na mocy tego porozumienia Polska po 123 latach zaborów powróciła na mapę, odzyskując niepodległość.

Pokój w Compiegne. Fot. Maurice Pillard Verneuil: Wikipedia/domena publiczna

Inni rozdawali karty

Mamy rok 1918. Europa wygląda jak ciężko ranny żołnierz po długotrwałej i wyniszczającej walce. Podczas tej wojny Polacy walczyli na wszystkich frontach i – co najbardziej tragiczne – we wszystkich ścierających się armiach. Walcząc za innych, wielu miało nadzieję, że walczą nie tylko o przeżycie, ale także o przyszłość dla Polski. Każdy z zaborców obiecywał bowiem, że jak tylko umilkną działa, pochyli się nad losem Polaków.

Mimo przelanej krwi i tego wszystkiego, co działo się na ziemiach polskich, nasz los spoczywał w rękach mocarstw, a raczej ich przywódców. 11 listopada 1918? Gdy 16 lutego 1919 roku podpisano w Trewirze rozejm, w którym znalazły się decyzje dotyczące granicy zachodniej kształtującego się państwa, w pozostałej części kraju budowano już zręby II Rzeczpospolitej. Dopiero pod wpływem referatu Romana Dmowskiego, wygłoszonego kilkanaście dni wcześniej podczas konferencji paryskiej, do układu dopisano postanowienia dotyczące zakończenia konfliktu polsko–niemieckiego, a zwłaszcza trwającego powstania wielkopolskiego. Zobowiązano Niemców do zaprzestania kroków zaczepnych przeciw Polakom, wytyczono także linię demarkacyjną. Niemcy dokonali zresztą licznych prowokacji, próbując przesuwać front na wschód.

Bariera graniczna w okolicy Pszczewa. Fot. kolekcja Dariusza Brożka

Pierwsze konkretne decyzje w sprawie przyszłego kształtu Polski zapadły podczas konferencji pokojowej w 1919 r. w Wersalu pod Paryżem, gdzie zebrali się przywódcy 27 państw, które walczyły i zwyciężyły w wojnie. 28 czerwca 1919 podpisano traktat pokojowy z Niemcami, który jednocześnie ustalał polską granicę zachodnią. Niemcy utraciły na rzecz Polski prawie całą Wielkopolskę. Polsce przyznano też pas Pomorza wzdłuż Wisły, jednak bez Gdańska, który otrzymał status wolnego miasta i pozostawał pod zarządem Komisarza Ligi Narodów. Natomiast na Śląsku, Warmii i Mazurach miały odbyć się plebiscyty.

Niemcy nie mogli pogodzić się z nowym kształtem europejskich granic. Dlatego w 1922 roku powołali marionetkową prowincję Grenzmark Posen-Westpreussen (Marchia Graniczna Poznań-Prusy Zachodnie), w której skład weszło zaledwie kilka przygranicznych powiatów od Piły, przez Skwierzynę i Międzyrzecz, po Babimost i Wschowę. Ale za to podkreślała ona „prawa” Niemiec do Wielkopolski. Prowincję tę zlikwidowano dopiero w 1938 roku, po chwilowym ociepleniu stosunków między III Rzeszą i II Rzecząpospolitą. Niemcy przez cały okres międzywojenny prowadzili wojnę celną i gospodarczą. Trwała także wojna propagandowa, podsycana przez Berlin pod osławionym hasłem „krwawiącej granicy”.

Krwawiąca granica

Były także postulaty miejscowej ludności polskiej. Weźmy pismo delegacji powiatów międzyrzeckiego, babimojskiego i wschowskiego skierowane do uczestników konferencji pokojowej, z prośbą o przyłączenie do Polski. Tutaj były wymienione nawet konkretne miejscowości. Mamy zatem żądanie przyłączenia Dąbrówki, Babimostu, Kargowej, Nowego Kramska. Podnoszono argumenty etniczne, a nawet jeśli gdzieś tego motywu jakoś zabrakło, jak chociażby w Babimoście, to próbowano przekonywać, że wynika to z intensywnej kolonizacji niemieckiej i germanizacji, sprawiających, że statystyki są zafałszowane. Argumenty te nie zostały uwzględnione, gdyż strona niemiecka naturalnie kontratakowała i miała swoje argumenty. Po tylu latach kolonizacji Niemcy przekonywali, że wnieśli tutaj kluczowe wartości cywilizacyjne. I co ważne. W Niemczech, niezależnie od poglądów politycznych, od skrajnej prawicy po lewicę, może z wyjątkiem komunistów, wszystkie siły wystąpiły solidarnie w obronie granic.

Polsko-niemiecka granica w Wierzbnie. Fot. Z archiwum Dariusza Brożka

Specjalna komisja miała prawo przeprowadzać korekty linii ustalonej w Wersalu, jednak w obrębie zaledwie siedmiu kilometrów. Mimo nacisków, a nawet terroru Niemców, Polacy próbowali wpłynąć na decyzje komisji. Wzdłuż całego lubusko–wielkopolskiego pogranicza odbywały się manifestacje. Na przykład w Pszczewie zbierano podpisy pod petycją. Mieszkańcy Wijewa, które zostało zajęte przez niemieckich pograniczników, wymogli zmianę decyzji i wieś znalazła się w Polsce, podobnie jak Potrzebowo i Radomyśl. W zamian w granicach Niemiec znalazły się Śmieszkowo i Dębowa Łęka. Nie zdały się jednak na wiele interwencje Polaków z Pszczewa, Nowego Kramska i Dąbrówki. Mieszkańcy tego regionu wysłali nawet swojego przedstawiciela do komisji delimitacyjnej z żądaniem wręcz przyłączenia ziemi babimojskiej do Polski. Niestety, bez efektów. Dochodziło do licznych incydentów, które nie zawsze były tylko manifestacjami. Na przykład w 1920 roku, w pierwszy dzień Wielkanocy, 150 mieszkańców z Kargowej próbowało przejść do kościoła w Kopanicy obsadzonej przez polskie wojsko…

Jak od linijki

Granicę podzielono na 14 sekcji, z których każda otrzymała oznaczenie: od A do O (bez I). Natomiast granicę z Prusami Wschodnimi podzielono na pięć sekcji, oznaczonych cyframi rzymskimi od I do V. Każdą sekcję rozpoczynały tzw. główne kamienie graniczne, zwane także kamieniami wersalskimi – od napisu, jaki na nich wykuto, nawiązującego do miejsca i daty podpisania traktatu pokojowego. Były to bloki kamienne o bokach 40×40 cm i wysokości ponad grunt około 75 cm. Właściwy przebieg granicy wyznaczały normalne i pomocnicze kamienie graniczne. Kamienie normalne miały boki szerokości 25×25 cm, ich wysokość to około 50 cm.

Przebieg granicy rodził nowe problemy i nowe… miejscowości. Po wytyczeniu rubieży wersalskiej Zbąszyń przypadł Polsce, co zmusiło Niemców do budowy swojej nowej stacji poprzez wzniesienie miasta kolejarzy – Zbąszynka (Neu Bentschen), zlokalizowanego kilkanaście kilometrów na zachód od „pierwowzoru”. Tutejsza stacja kolejowa, na której zbudowano obok starego nowy, okazały dworzec, stała się najważniejszą na granicy zachodniej stacją pasażersko-towarową. I jeszcze jedna historia. W okresie międzywojennym dokonywano tu… wymiany szpiegów.

W przeciwieństwie do rządów i polityków ludzie w miarę szybko przystosowali się do nowych porządków, zwłaszcza że w wielu miejscach rubież była wyznaczona, delikatnie mówiąc, „z kapelusza”. Na przykład granica przecięła Trzciel. Podzieliła pola, łąki, gospodarstwa, a nawet budynki. Wielu mieszkających tam Polaków wykorzystywało to do przemytu do Niemiec mięsa i gęsi, a Niemcy szmuglowali do nas kamienie do zapalniczek i żyletki. Miasteczko nazywane było stolicą przemytników. Kilka lat przed wybuchem II wojny światowej proceder zaczął zanikać, gdyż Niemcy uszczelnili granicę i zaostrzyli kontrole. Powodem było rozpoczęcie budowy Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego i zaognienie stosunków z Polską. W 1936 roku wprowadzono nawet zakaz lotów samolotów nad tym regionem. Przemytników zastąpili wtedy szpiedzy i dywersanci. Sielanka nie trwała jednak długo.

Udostępnij:

Więcej artykułów

Wyślij wiadomość

Wyślij wiadomość

Przejdź do treści