Jak zmieniało się zakaźnictwo? 60 lat Oddziału Zakaźnego zielonogórskiego szpitala (WIDEO)

Rozmowa z ordynatorem oddziału zakaźnego Szpitala Uniwersyteckiego, Jackiem Smykałem
fot. Ł. Wawer
O 60-leciu Oddziału Zakaźnego Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, historycznych chorobach i walce w pandemią rozmawiamy z wieloletnim ordynatorem oddziału Jackiem Smykałem.

– Tak, to ważna uroczystość – mówił w rozmowie dla LCI dr Jacek Smykał szef Oddziału Zakaźnego. – 60 lat temu, w 1963 roku oddział ten zaistniał w tym miejscu, w którym w tej chwili jest – wcześniej oddział był w Sulechowie jako „dziecięco-zakaźny”. No i wtedy nastał pierwszy ordynator – do 1995 roku, a później drugi ordynator, czyli ja, od 1995 r. Historia oddziału związana jest przede związana z ludźmi, którzy tam pracują. Ja najdłużej, ale bardzo wiele pielęgniarek pracuje z nami już ponad 30 lat. To jest taki oddział, który ma solidną bazę, w tej chwili ma też tzw. bazę szpitalną. Oddział został przepięknie wyremontowany za pieniądze samorządu; został bardzo unowocześniony, świetnie wyposażony. Możemy się chwalić, że jest to oddział, który został dobrze przygotowany dla pacjenta.  

Ciekawe lata

– To były bardzo ciekawe lata – wspominał początki swojej pracy ordynator . – Ja i dr Szymański, mój zastępca, jesteśmy najstarszymi lekarzami, którzy byli uczeni przed dr Janusza Kostrzewskiego, naszego pierwszego ordynatora. Mieliśmy szansę zobaczyć takie choroby, które były w czasach powojennych. Widzieliśmy: dury brzuszne, dury plamiste i wiele innych chorób, które teraz bardzo rzadko się rozpoznaje i stwierdza. Mamy więc takie historyczne spojrzenie na choroby zakaźne. Widzimy, ile w ciągu tych 40 moich lat pracy się zmieniło w zakaźnictwie, rozpoznawalności chorób.

– Warto powiedzieć, że ten oddział był na początku nie tylko dla pacjentów dorosłych, ale był dla dzieci – dodał dr Smykał. – To było śmieszne, bo my – nie-pediatrzy, mieliśmy między sobą świetną panią dr Łucję Kosowicz, która była naszym pediatrą, więc w jakiś sposób te dzieci ogarnialiśmy. No i uczyliśmy się jako nie-pediatrzy – pediatrii. Takie to były dosyć śmieszne czasy.

Jak się zmieniało zakaźnictwo?

– Widzieliśmy, jak się rozpoznawało różne choroby. Jeżeli większość pacjentów w tamtych czasach, czyli w latach 80. i jeszcze w 90., to byli pacjenci z wirusowym zapaleniem wątroby typu B, A; a potem nagle okazało się, że mamy jeszcze jedno zapalenie wątroby, typu C.  Potem jeszcze różne inne choroba, neuroinfekcje, których było bardzo dużo na początku mojej pracy, infekcje u dzieci.  W tej chwili rzadko spotykamy się z takimi chorobami, bo mamy szczepienia.  – Widzimy, jaki jest dar szczepień  – mówił ordynator.  To, że nie mamy ciężkich przebiegów chorób takich jak odra, na którą bardzo wiele dzieci chorowało w tamtych czasach. W tej chwili to są rzadkie choroby. Chociaż – podkreślał dr Smykał – musimy być bardzo czujni, tak jak z covidem – a wiele jeszcze chorób przed nami.

Zakaźnictwo zadaje dużo pytań. Ważne, żeby szybko rozpoznawać, a do tego trzeba mieć bazę, dobre laboratorium, które identyfikuje patogeny i przede wszystkim świetnie przygotowanych ludzi. Wszystkie osoby pracujące na naszym oddziale są to osoby bardzo dobrze przygotowane zawodowo – mówił z dumą ordynator. – . Byłem zresztą kierownikiem specjalizacji wielu z nich, którzy zdawali celująco egzaminy specjalizacyjne, co nie jest takie proste i którzy deklarowali  od początku pracę na oddziel zakaźnym i z tej pracy do tej pory nie zrezygnowali. To są ludzie, którzy mają taką swoją misję. To nie jest tylko misja lekarzy oddziału zakaźnego, ale państwo pewnie wyczuli tę misję w okresie walki z pandemią.

Wielka bomba

– Wybuchła wielka bomba – tak dr Smykał wspomina pacjenta „0” – pierwszego pacjenta w Polsce, u którego zdiagnozowano covid. Trafił na Oddział Zakaźny zielonogórskiego szpitala. – Wszystko raczkowało. Myśmy tego covida uczyli od kontaktu z pacjentem. Nikt nic nie wiedział. Dzwoniliśmy do kolegów z innych z klinik.  Były jakieś wytyczne WHO, ale nie wiadomo było, jaki skutek to przyniesie. Potem pacjentów było coraz więcej. Przede wszystkim były dramatyczne obostrzenia, ograniczenia w funkcjonowaniu całego państwa. Ilość pacjentów byłą niewielka na początku.

Tak naprawdę tego covida doświadczyliśmy dopiero rok później, gdy umierało tylu pacjentów, gdy te domy, DPS-y zaczęły się walić – zauważył dr Smykał.  –  Widzieliśmy wtedy jaka jest niewydolność służby zdrowia, na każdym etapie: na etapie transportu pacjenta, na etapie wyposażenia szpitalu w leki, w tlen – który był podstawowym lekiem w czasie covida. Nie mówiąc o tym, że leki przeciwwirusowe na covida dostaliśmy, można powiedzieć, na koniec pandemii.  Umieralność była ogromna. U nas zmarło w okresie zaostrzenia ponad 150 osób…  Ta śmierć nas przerażała, Ta bezradność, walka o przeżycie każdego pacjenta –  nie zawsze się to udawało.  To były najsmutniejsze chwile.

– Chciałoby się ten czas jakoś zamknąć, przekreślić, schować, żeby tego już nie było i nie trzeba było do tego wracać – mówił ordynator. – Dlatego w tej chwili ważne jest, aby przygotować się na ewentualność jakiś nowych chorób, które są i będą. Kwestia jakiś epidemii, zapaleń opono mózgowo-rdzeniowych. Mieliśmy takie historie w latach 80., że kilkaset dzieci w  Zielonej Górze chorowało i był zajęty cały pawilon płucny. Takie różne historie będą i musimy być w jakiś sposób przygotowani.  

– Teraz społeczeństwo jest bardzo świadome, nauczyło się czegoś.  Trochę niektórzy nabrali pokory, ale co z tego? Nadal oglądamy u siebie pacjentów niezaczepionych, mamy u siebie kilkunastu, w bardzo ciężkim stanie. Także ten covid pociągnął różne zdarzenia, łącznie z tym, że mówimy o powikłaniach pocovidowe. Ludzie z różnymi powikłaniami  sercowymi, pulmonologicznymi, neurologicznymi, nerkowymi. Tego wszystkiego myśmy na początku nie wiedzieli. To, czego byliśmy pewni, że wczesna rehabilitacja uratuje tym ludziom życie. Tylko skąd tych rehabilitantów wziąć? Kto przejdzie na oddział covidowy? Jak ich rehabilitować? Wymyślaliśmy ćwiczenia.

Misja

– Niezwykle się cieszę, że mamy taki świetnie przygotowany zespół. Jestem dumny –  mój koniec pracy zawodowej się też zbliża, każdy musi kiedyś odejść. Ale jestem dumny, że zostawię takich ludzi, którzy wiedzą o co chodzi, dostrzegają problemy, mają naprawdę ludzkie, takie ciepłe podejście do pacjentów. Służą. Oni mają rolę służebną i dostrzegają ją. I z tego się cieszę. Chciałbym, żeby ten oddział został takim oddziałem ludzkim. Mówimy o humanizacji medycyny i tę humanizację dostrzegam w tym oddziale. Rzecz jasna, nie jesteśmy idealni, spotykamy się z rożnymi sytuacjami w naszej pracy, ale dostrzegam w tym oddziale humanizm, który jest głęboko w tym oddziale – podkreślał dr Smykał.

Oddział Zakaźny (Pawilon „N”), kierowany przez Jacka Smykała, jest jedyną tego typu jednostką w województwie lubuskim (po likwidacji oddziału zakaźnego w szpitalu gorzowskim). Jego pomieszczenia przeszły w latach 2010-2013 gruntowny remont, na który wydatkowano ponad 4 mln zł. Prace objęły nie tylko wnętrze budynku, ale także jego dach, tarasy i elewację łącznie z dociepleniem (wypada nadmienić, że nie prowadzono tutaj właściwie żadnych poważniejszych modernizacji od lat 60.). Po zakończeniu remontu, wszystkie sale stały się dwuosobowe (w tym izolatki), zyskując własne węzły sanitarne oraz sieć telewizyjną i internetową. Od tego momentu pacjenci, oprócz leczenia na najwyższym poziomie, mogli się także cieszyć odpowiednimi warunkami pobytu w oddziale.

O poziomie medycznym jednostki świadczy fakt, że jako jedyny oddział niezwiązany z uczelnią medyczną – w wyniku wygrania konkursu dotyczącego prowadzenia terapii antyretrowirusowych(zorganizowanego przez Krajowe Centrum ds. AIDS) – otrzymał program leczenia pacjentów zakażonych HIV, razem z 14 innymi ośrodkami w kraju (aktualnie w oddziale leczonych jest ponad 120 takich chorych). Zdecydowała o tym w głównej mierze profesjonalna kadra, złożona z siedmiu lekarzy – specjalistów chorób zakaźnych (2014) i 22 pielęgniarek dyplomowanych, podnosząca systematycznie kwalifikacje na licznych szkoleniach w kraju i za granicą.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Więcej artykułów

W ten weekend świętował Park Mużakowski

– Park Mużakowski to nasza perełka, ale też modelowy przykład polsko-niemieckiej współpracy – powiedział wicemarszałek lubuski Sebastian Ciemnoczołowski, wsiadając do pociągu zmierzającego w kierunku Łęknicy.

Więcej pieniędzy na nowe żłobki

Środki z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) pozwoliły obecnemu rządowi zwiększyć kwotę na program „Aktywny Maluch” aż o 1 mld zł. – W sumie mamy na

Wyślij wiadomość

Wyślij wiadomość

Skip to content