Po co nam euro? A po co w aucie mamy pasy bezpieczeństwa i airbagi?

Fot. pixabay
Rośnie liczba zwolenników wprowadzenia w naszym kraju wspólnej waluty europejskiej. I trudno się temu dziwić obserwując, jak złotówka histerycznie reaguje na wszelkie zawirowania, które nawet umiarkowanie dotyczą Polski. Na dodatek wygibasy naszego banku centralnego, który w obliczu kryzysów miota się od ściany do ściany. Większość ekonomistów twierdzi, że z euro w portfelu bylibyśmy bezpieczniejsi…

– 1 stycznia Unia obchodziła rocznicę, która w Polsce przemknęła niema bez echa. Dwadzieścia lat wcześniej w dwunastu unijnych państwach wprowadzono do obiegu banknoty i monety euro. Dziś jest ich 19, a wkrótce do tego grona dołączy Bułgaria.

Wierni do końca

My, w przeciwieństwie do samej złotówki, trzymamy się mocno narodowej waluty. Podobnie czynią tylko Czechy, Węgry, Rumunia oraz Szwecja i Dania. Te dwa ostatnie kraje można zrozumieć, wierzą i to nie bez racji w swoją ekonomię, a raczej ekonomistów. Rumuni do euro jeszcze nie dorośli, a Czechy? Któż zrozumie Czechów? Węgrzy i Polacy trzymają się forinta oraz złotego i trudno oprzeć się wrażeniu, że chodzi raczej o dziwny patriotyzm, bo przecież nie o wiarę w ekonomię i ekonomistów stających za sterem budżetu i gospodarki. Słowem zasada „Polacy nie gęsi swoją walutę mają”.

Fot. Pixabay


Już inflacyjne dzwonki alarmowe, gdy jeszcze nie było mowy o wojnie Putina, sprawiły, że według badań sondażowych wzrosła liczba zwolenników przyjęcia wspólnej waluty. W połowie 2021 r. poparcie dla idei przystąpienia Polski do strefy euro nieoczekiwanie (dla komentatorów) wzrosło aż o 8 pkt proc., do 56 proc. (Eurobarometr), w porównaniu z połową 2020 r. Jak komentowano to spora zasługa biura dziwnych kroków, za jakie zaczął uchodzić nasz bank centralny. Proces trwa dalej i rodacy powolutku się przekonują, że pisowska autonomia w polityce pieniężnej do nie do końca dobry pomysł. Złotówka jest wrażliwa jak panna wydaniu w dobie romantyzmu, bo nie stoi za jej plecami Europejski Bank Centralny z jego wiarygodnością.
Rzecznicy przyjęcia euro uważają, że brak naszej obecności strefie to katastrofalny i karygodny błąd. Jakie byłyby zyski takiej operacji? Przede wszystkim znikną koszty wymiany walut oraz ryzyko związane ze zmianą kursu złotego do euro. Spadną stopy procentowe, co jest szczególnie istotne dla osób i firm zaciągających kredyty. Z czasem operacja powinna doprowadzić do ożywienia inwestycji, wzrostu wymiany handlowej oraz zwiększenie wiarygodności makroekonomicznej naszego kraju. Do tego taki drobiazg, jak ułatwienie podróżowania dla Kowalskiego, który jadąc po zakupy do Niemiec, czy na wakacje do Hiszpanii nie musiałby nieustannie przeliczać złotówek na euro.

Boimy się kontroli?

Dlaczego zatem tak naprawdę nie robimy. Bo ktoś patrzyłby naszym politykom grzebiącym w budżecie na ręce. Musielibyśmy być bardziej ostrożni w polityce fiskalnej i nadzorczej i nie ukazywałyby się informacja, taka, jak ostatnio, że znaczną częścią naszej wspólnej kasy zawiaduje rząd poza kontrolą parlamentu. Stąd prawicowi politycy starają się podsycać lęki Polaków, że zostanie wprowadzony niekorzystny kurs wymiany, że gwałtownie wzrosną ceny. Panie i panowie, od tego jesteście, żeby zaplanować tę operację. Podobnie zyski wynikające z przyjęcia euro z pewnością przerastają koszty dla administracji publicznej, NBP, czy banków.

Fot. pixabay


– Euro w Polsce byłoby związane z podniesieniem dyscypliny finansów publicznych i ich transparentnością – mówi Marcin Jabłoński, członek zarządu województwa lubuskiego. – Byłoby to niezwykle dyscyplinujące dla każdego polskiego rządu, ale potrzebne zwłaszcza w wypadku obecnego. Różnica między zadłużeniem obliczanym według krajowych i unijnych standardów urosła obecnie do rekordowych 260 mld zł i w tym roku prawdopodobnie jeszcze się powiększy. To już o 40 proc. i 65 proc. więcej niż odpowiednio pięć i dziesięć lat temu. Problem także w tym, że te pieniądze pozostają poza kontrolą parlamentu i pieczę nad nimi sprawuje niemal wyłącznie rząd. Kreatywna księgowość budżetowa i niska przejrzystość finansów publicznych mogą spowodować kryzys gospodarczy, którego ofiarami będą obywatele. Eksperci prognozują, że dług poza kontrolą parlamentu do końca 2022 roku może jeszcze wzrosnąć i to do około 350 mld zł ze wspomnianych 260 mld zł na koniec 2021 r. Wypychanie wydatków poza budżet państwa znacząco utrudnia ich bieżące monitorowanie i kontrolę. Nie mielibyśmy też takich skoków kursów jak np. po wybuchu wojny w Ukrainie, kiedy cena euro skoczyła do ponad 5 złotych. Złotówka jest nadwrażliwa.

Udostępnij:

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Więcej artykułów

Czy Łagów doczeka się sali kinowej?

– Ta gmina zasługuje na taką inwestycję – mówi wicemarszałek Grzegorz Potęga zapraszając na 53. Lubuskie Lato Filmowe. – To paradoks, że tak wyjątkowe miejsce,

Wyślij wiadomość

Wyślij wiadomość

Skip to content